"Ile trzeba było zmienić, żeby wszystko było jak dawniej." Nie mogę za cholerę ustalić, kto jest autorem tych słów, prof. R. twierdzi, że Deng Xiao Ping, google raczej wspominają o tym w kontekście Solidarności. Tak czy inaczej, coś w tym jest. Tak naprawdę trudno mi jednoznacznie ocenić, czy bardziej zgadzam się z Szymborską, która pisze, że nic dwa razy się nie zdarza czy z Magnusem Ekwall (z grupy The Quill), który twierdzi z kolei, że nothing ever changes. Trochę jest tak, a trochę inaczej, jak w samochodzie jadącym po równinie, zmieniają się tylko rzeczy położone tuż przy szosie, krajobraz generalnie pozostaje taki sam.
Tym sposobem znów piszę opowiadania, nadal pracuję w tym samym miejscu, nadal nie mam ani psa, ani kota, nadal nie zabrałem się za zrobienie prawa jazdy, ciągle mieszkam na TT, nadal nie mam roweru na nadchodzący sezon, ciągle pracuję w tym samym miejscu, słucham tych samych płyt. Piszę jednak inaczej, piszę więcej, w robocie robię coś innego niż do tej pory, poznałem ostatnimi czasy mnóstwo nowych osób, sprzedałem stary wzmacniacz do gitary, mieszkanie zaczyna się rozpadać a ja zaczynam coraz silniej czuć potrzebę wyprowadzenia się z Warszawy, na którą nie mogę już patrzeć.
Właściwie to miał być taki post tylko organizacyjny, żeby zaznaczyć, że ciągle żyję (chociaż ostatnio jestem dość mocno przeziębiony) i że coś tam mam do napisania. Przyznam jednak szczerze, że w kwestii dzielenia się przemyśleniami na temat życia i śmierci ostatnimi czasy mam raczej tendencję do wplatania ich w moje opowiadania, niedługo wrzucę jakiś fragment na Pitbulla Ambrożego, to będziecie mogli sobie sprawdzić, jak mi to idzie. Poza tym, ile można uprawiać barowej filozofii, nie jestem Kominkiem, żeby codziennie wpadać na jakąś genialną myśl, zwłaszcza, że jestem chory i mam gorączkę.
Stay tuned, rss ciągle działa, update'y jak zwykle będą po nocach (-:

