22 listopada 2009

Płyta na weekend - Męska Muzyka

Na tę płytę wpadłem zupełnie przypadkiem. Szukałem sobie jakiś tam kawałków Fisza na youtube i oto wpadłem na piosenkę o intrygującym tytule Dziób pingwina. Spodobała mi się niesamowicie i tym sposobem wszedłem wreszcie w posiadanie całego albumu Wojciecha Waglewskiego, Fisza i Emade zatytułowanego Męska Muzyka.

Wojciecha Waglewskiego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać - lider grupy VooVoo, gitarzysta, miłośnik claptonowskiego stylu grania, jak sam twierdzi, tekściarz i wokalista. Wiedzą o tym prawie wszyscy (-: Jego dwóch synów poszło w zupełnie inną stronę: Fisz jest raperem a Emade zajmuje się produkcją albumów hip-hopowych (i nie tylko) oraz produkcją sampli, co, trzeba przyznać, idzie mu bardzo dobrze.

W większości kompozycji śpiewa i wiosłuje Waglewski, Fisz jest autorem tekstów a produkcją i podkładami pod gitarę zajmuje się Emade. Mogło ztego wyniknąć absolutne nieporozumienie albo płytka naprawdę genialna - i na szczęście stało się to drugie. Gitarowe zagrywki są w większości przypadków spokojne, ale sample nadają całości dynamikę a niekiedy i pazur. Teksty piosenek są błyskotliwe, zabawne i naprawdę poetyckie, żadne tam pitolenie o przysłowiowej dupie Maryny. Część utworów spokojnie buja, jak wspomniany Dziób pingwina, część jest dynamiczna, niemal hard-rockowa, część z kolei to pokręcone rytmy finalnie wychodzące jednak obronną ręką z całej gmatwaniny dźwięków.

Nie mam zamiaru opisywać Wam całej płytki: tego trzeba posłuchać i trzeba się w to wsłuchać, bo naprawdę warto - bo jest czego. Zasadniczo nie słucham zbyt wiele polskiej muzyki bo rażą mnie głupawe teksty, pseudopoetyckie metafory pisane po zbyt dużej ilości wódy, które tylko po dużej ilości wódy nabierają sensu i wówczas da się ich słuchać. Denerwuje mnie to, że niektórzy polscy artyści którzy mają przesłanie próbują na siłę wciskać jakieś komunały w swoich tekstach, jakby to była prawda objawiona, albo wręcz przeciwnie: piszą takie absurdalne bzdury że wszyscy zastanawiają się, czy to wielka sztuka, której nie są w stanie zrozumieć czy może jednak grafomańskie popisy marnych tekściarzy i alkoholików.

Dlatego między innymi cenię Fisza za jego świetne teksty: nigdy zbyt banalne i nigdy zbyt wyszukane - po prostu takie, jakie powinny być w dobrych piosenkach. To nie jest egzystencjalna poezja moralnego niepokoju, ale być nią nie musi - wystarczy się w to wsłuchać i od razu podświadomie wie się, że ten facet wie, o czym pisze i wie, co czuje kiedy to pisze. A jego słowa ubrane w głos Waglewskiego brzmią jeszcze lepiej. Bawcie się dobrze.

21 listopada 2009

Na weekend absurdalny kącik sponsorowany

Dzisiejszy kącik weekendowy sponsorowany będzie przez bombla. Zanim jednak zniszczę Wam psychikę dwiema naprawdę porąbanymi animacjami z chorą, elektroniczną muzyką które dzięki Niemu poznałem, chciałbym się podzielić pewnym spostrzeżeniem na temat muzyki dobrej i na temat muzyki złej.

Otóż ostatnio robiąc zakupy w Kerfurzu słyszałem piosenkę Chylińskiej, którą komentowaliśmy już jakiś czas temu na tym blogu. Dzisiaj słuchając sobie zupełnie innej płytki zapomniałem wyłączyć radio w kuchni. Kiedy polazłem tam nalać sobie soku usłyszałem inny kawałek, który wzbudza grozę zarówno we mnie jak i przynajmniej w części moich drogich Czytelników: Rammstein - Pussy, na ten temat już też padło kilka zdań.

Tak sobie myślę, że słysząc te kawałki w radiu czy w markecie zaczynamy się do nich przyzwyczajać. Powoli, ale niebezpiecznie. Zaczynamy tolerować marną muzykę. Nie wiem, jak można było na plakacie reklamującej Modern Rocking napisać słowo dojrzała. Naprawdę, wydawcy robią wszystko, żeby zarobić na tym, w co włożyli pieniądze. Kiedyś wydawało się tysiące zespołów, które nagrywały jedną płytę i okazywało się, że nie ma na nie popytu. Teraz wydaje się tyle samo marnych wykonawców, ale zmusza się ludzi, żeby ich słuchali, żeby wytwórni zwróciło się to, że władowali kasę w jakiś szajs.

Jest tyle stacji radiowych, że na pewno ktoś się skusi puścić ten kawałek na antenie. Jeżeli nie jest to jakaś bardzo zła, szatańska muza, wulgarny hip-hop, punk czy techno najpewniej usłyszymy to w supermarkecie. Dzięki temu, kiedy po miesiącu słuchania tego chłamu przy wybieraniu pasty do zębów czy stania w korku albo zmywania jakiś DJ puści dany utwór w klubie nie zareagujemy na niego alergicznie. Być może będziemy się nawet dobrze bawić... Zgroza nie?

Właściwie przecież o to chodzi w wybieraniu się do klubów. Żeby się dobrze bawić. Bez względu na jakość muzyki, grunt, żeby była głośno i żeby dało się przy tym tańczyć, prawda? W klubie grającym metal nikt nie puści Atheist, żeby ludzie sobie do tego potańczyli, chociaż trudno nie zgodzić się z tym, że jest to muzyka wybitna. A Rammstein, grając, wg słów wokalisty tanz-metal z pewnością bardziej nadaje się do pląsania na parkiecie. Dobrych płyt słucha się w domu. W klubach bawimy się przy tym, co akurat DJ ma w zamyśle. Nikogo nie obchodzi ideologiczna nienawiść do jakiegoś zespołu - raczej sprawi, że wyjdziemy na głupka schodząc z parkietu słysząc coś, czego normalnie unikamy alergicznie niemalże. 

Wchodząc do klubu wybieramy gatunek. I tyle. Resztę wybiera za nas DJ - i lepiej, żeby był to DJ dobry. Właśnie dlatego tak bardzo żałuję, że nie ma już Jadłodajni Filozoficznej, dokąd można się było wybrać zarówno na dobry koncert post-rockowy na przykład, albo na dzikie pląsy w rytm muzyki zapuszczanej przez naprawdę utalentowanych DJów (pamiętacie DJ Górala? (-:).

Co do kawałków poleconych przez bombla - nie będę się wypowiadał na temat tego, czy to jest dobre, czy złe. To jest chore, niemoralne i okrutnie potłuczone. Bawcie się dobrze. Jutro, w ramach płyty na weekend będzie być może coś, czego się wszyscy spodziewają, a może coś jak hiszpańska inkwizycja. Swoją drogą, te video poniżej zawierają treści nieodpowiednie dla osób nieletnich, mogące powodować ataki serca u ortodoksyjnych metali oraz niesmak u ludzi którzy na poważnie biorą wszyscy co związane jest z hitlerowskimi planami eksterminacji Romów. Jeszcze raz: dobrej zabawy!


Related Posts with Thumbnails

ostatnie posty

tagi

duperele bzdury muzyka warszawa rower linki freeride media downhill Kraków kobiety graffiti jesień konkurs koncert Blogi mężczyźni podróże weekend House MD kontuzja impreza mars moja Sis serial wenus moje dzieło nocny rower polityka przemiany wakacje Murale film zdjęcia Ambrose the Pitbull gry metal mój mózg pogoda sport służew ten blog Pitbull Ambroży bombel europa internet masa krytyczna niedzielni rowerzyści postmetal praca religia youtube zawody związki śmierć Devin Townsend Gary Moore Orange Warsaw Festival Pelican blues gitara isis jadłodajnia filozoficzna opowiadanie pacyfik pg.lost pinkbike.com przemoc reklama sludge telewizja świat Bajki o końcu świata Blue Curacao Heavy Rain M. Most Śląsko - Dąbrowski Paradise Lost Sis azja charaktery drink electro garfield gwałt kościół kryminał masa mgmt pop psychologia reklamy rock ustroń Agnieszka Chylińska Ameryka Beck Blaze Bayley Czantoria Florence + The Machine Heavy Malibu PKP Rammstein Tides from Nebula audioslave australia babcia bieganie bzudry crystal method czarna żmija czytelnicy demokracja downstairs fahrenheit gotowanie gra groove armada hobby kabaty komiksy książki kultura kłamstwa literatura manifest metro morderca nerd nocny pałac kultury piwo piłka nożna przyjaciele sprawiedliwość szpital szwecja terapia torwar wyścigi zabawki zima zwierzęta Amy Winehouse Bezgranicze Black Kids Brudne Dzieci Sida Bóg urojony CC Centralny Basen Artystyczny Chris Rea Cult of Luna DHL DJ Dawkins Death Cab For Cutie Emade Explosions in the Sky Faith No More Fallout 3 Fisz Fleetwood Mac Funiaste GII Gluecifer Gorillaz Grabaż Grupa Inspiratorów Infoscreen Horace Heidt I don't want to set the world on fire Indie Joe Cocker Katatonia LaRock Lem Lew Lilly Allen Lionel Richie Little Dragon Martini Martini Bianco Maserati Meksyk Micra Monster Magnet Mr Freeman N.E.R.D. NFZ Nickelback Niemcy Nissan Norwegia Olivia Wilde Omega Massif PS3 PZU Paramore Paranormal Activity Paulina Pazura Radiohead Rain Richard Roman Polański Rosja SRV Samoa Shirley Temple Si Street Art Doping Striptease Ströer Szwajcaria The Cat Empire The Quill Timor Tom Waits Trivium Waglewski What's Next? Wisła Wolfsbane Woodstock alkohol ateizm bałwany bierhalle black metal boże strzeż mnie przede mną budapeszt burza buty bóg centrum nauki kopernik cenzura chartytatywny cywilizacja śmierci czas daft punk den dziadkowie dzień bez samochodu e enneagram erazmus erotyka festiwal foto fragment geje grafika guitar hero góry hip-hop historia horror industrial infolinia informacje ja confetti jajecznica jam session jazz jedyna maść jedzenie jest super killswitch klimat kluby komentarze komunikacja koszulki kot lato leogang lesbijki mamusia natura małpy megadeth meksykanie melissa auf der maur migracje monstfur most świętokrzyski multiwitamina mąka nagroda nastolatki natura neurosis nuda odbicia odpowiedzialność ojcowie oom opera optymizm origami killer ozzy pacynka paczka pesymizm piersi plac defilad pomysł poniedziałek ponurama poszukiwani powieść prawa autorskie premiery przydomek ptaszki razorlight robot ryba różnice samochody seks serwis smolik stadion narodowy steve peat studia symetria szkieletor szybowce t.love tajemniczy klient tatuaż tatuaże teizm tequilla toxic junk food wierszyki wiosna wywiad wódka zykfryd Łomianki Łopata Łódź żarcie żuraw